sobota, 16 maja 2015

Post No.117: Jak "Dolinę Wikingów" zwiedziłem...

Nie dalej jak w ostatni Wtorek, miałem jakieś przeczucie, żeby ruszyć nad jezioro Guinness'a.
Tak jak przeczuwałem, znalazłem się w tym miejscu w czasie kręcenia scen do najnowszej serii "Wikingów". Najlepszym dowodem był widok na pobliski parking, który normalnie jest nieczynny, a który zapełniony był samochodami właścicieli, którzy biorą udział w tej wielkiej produkcji serialu HBO.
Sam nie wiem czemu, zatrzymałem się przy bramie prowadzącej do prywatnej posesji rodziny Guinness'a, położonej nad jeziorem Lough Tay.
Google Map
Przy bramie stała sympatyczna Pani Strażnik z krótkofalówką w ręku, która w ten wietrzny dzień musiała pilnować, aby nikt obcy nie dostał się na teren posesji, gdzie co roku od lat trzech w tył, kręcone są sceny do tego, jakże sławnego, szczególnie zza Oceanem, serialu. Nawet z tego miejsca widać było, że sceny kręcone są nie tylko nad jeziorem, ale również na lewo od niego....
 Sam nie wiedząc czemu, spytałem się czy można zejść na dół. Odpowiedz zdziwiła mnie strasznie, gdyż otrzymałem pozwolenie na wejście na prywatny teren, choć pod jednym wszakże warunkiem: że nie jestem z prasy. Odparłem ze śmiechem, że z moim akcentem, raczej to niemożliwe.
Odstawiłem samochód i czym prędzej ruszyłem asfaltową drogą w dół doliny, której jeszcze nigdy nie miałem okazji zwiedzić, z wielką nadzieją w sercu, że uda mi się zrobić zdjęcie jakiemuś aktorowi przebranemu w strój Wikinga.
Już z daleka zobaczyłem, że w oddali budowane jest specjalne rusztowanie...
Jednakże powoli wyłaniał mi się również panoramiczny widok zbocza Luggali, który zazwyczaj oglądaliśmy od drogi, znajdującej się na szczycie prowadzącej na skrzyżowanie dróg na Sally Gap.
Co chwila mijały mnie samochody, autokary i ciężarówki, które ruszały w kierunku, w którym prawdopodobnie znajdowała się cała ekipa filmowa...
Niestety w czasie mojego marszu w dół, zauważyłem że z pobliskiego lasku, wydobywał się dym.
Zdałem sobie sprawę, że  ekipa filmowa jest właśnie w czasie kręcenia scen, lecz niestety nie będę tego świadkiem...
Dopiero z bliska zrozumiałem, że przy kręceniu filmu zaangażowana jest niezliczona liczba osób, którzy choć nie biorą udziału w filmie, są tak samo ważni jak sami aktorzy.
Namioty, ciężarówki wypełnione owocami i warzywami, ekipy odpowiedzialne za charakteryzację, kierowcy busów, którzy dowożą poszczególne osoby, sprzęt techniczny, oraz ratownicy medyczni...
No cóż. Nie można mieć wszystkiego na raz. Stwierdziłem, że może uda mi się zrobić zdjęcia Jeziora Guinness'a lecz tym razem z innego poziomu. Nie wiedziałem tylko jak się tam dostać, gdyż dookoła mnie znajdowały się tereny prywatne. Postanowiłem, że dojdę do parku technicznego filmu i tam się spytam o drogę, a w międzyczasie "delektowałem się" widokami, które wyłaniały się z każdym moim przebytym krokiem.

Jednocześnie byłem zdziwiony, ile w tej dolinie znajduje się prywatnych domów...
Gdy dotarłem na miejsce, dostępu do lasu broniła strażniczka, która na mój widok, z aparatem w ręku, troszkę się zmieszała. Chyba nie sądziła, że jej trzech poprzedników, stojących wzdłuż mojej trasy, przepuści mnie aż do tego miejsca. Grzecznie jej wyjaśniłem, że korzystając z okazji, wybieram się nad jezioro, porobić parę fotek.
Widziałem, że jej niesamowicie ulżyło i pozwoliła mi przejść na drugą stronę parku technicznego.
No cóż. Aktorzy filmu byli zajęci, więc skierowałem się w kierunku jeziora Guinness.
Zacząłem pokonywać teren, który wcześniej niewielu pokonywało. Teren który widziałem po raz pierwszy, był taki piękny i surowy zarazem. Szkoda tylko, że filmowy dym, który został stworzony na potrzeby filmu, zaczął lekko przesłaniać krajobraz.
Z tej perspektywy, pobliski szczyt Djouce prezentował się zupełnie inaczej.
Od razu przypomniała mi się pewna historia, gdy w 1945 roku pilot z francuskimi harcerkami na pokładzie, wylatując z gęstych chmur, na swojej trasie lotu zobaczył wyłaniającą się górę.
Tylko refleks oraz doświadczenie pilota zdobyte w czasie wojny, uratowało harcerki przed śmiercią, choć sama akcja ratownicza tuż po awaryjnym wylądowaniu, należała do jednej z najcięższych, w których uczestniczyli mieszkańcy pobliskich Gór Wicklow
Na temat wypadku, więcej przeczytacie tutaj. Zapraszam.
Wciąż maszerowałem przed siebie.
Z wielką przyjemnością oglądałem pobliskie zbocza otaczające sławne już przecież Jezioro Guinness'a...
Gdy tak wciąż patrzyłem na prawo, prawie nie zauważyłem, że jestem gościem w terenie, na którym żyją pewne ssaki:
Zaskoczenie było obopólne. Te stado sarn zachowywało się zupełnie inaczej niż sarny spotkane przeze mnie na szlaku Białym. Nie chciały być fotografowane, wręcz odwrotnie: gdy tylko zobaczyły, że wciąż się zbliżam, uciekły całym stadem do przodu, jak najdalej ode mnie.
Byłem coraz bliżej jeziora...
Dotarłem do miejsca, w którym jezioro Guinness ponownie zamienia się rzeczkę.
Znalazłem się w miejscu, w którym od wielu lat majestatycznie wznosi się zbocze Luggali, zaś po drugiej stronie, na zadrzewionej stronie wzniesienia, wiosna oznajmia swe przybycie świeżymi zielonymi, kolorami. Nigdy nie sądziłem, że znajdę się w tak uroczym obszarze. Strasznie żałowałem, że jestem sam, gdyż Moja Żona była akurat w pracy, która zapewne zrobiłaby o wiele lepsze zdjęcia, niż ja!
Na przeciwko mnie znajdowała się "Wioska Wikingów", która została już  wielokrotnie użyta w serialu, a która w tej chwili wydawała się opustoszała. Mógłbym podejść bliżej, wzdłuż zbocza Luggali, lecz nie chciałem drażnić właścicieli ziemi, po której dzisiaj odważnie kroczę.
Dzięki sporemu zbliżeniu, mogłem zauważyć dokładność wykonania dekoracji, aby jak najwierniej oddać rzeczywistość czasów, które minęły dawno temu...
Niestety, musiałem powoli wracać, gdyż obowiązki wzywały. Ruszyłem więc z powrotem, wzdłuż strumienia, który po kilku kilometrach zamieni się w następne jezioro o nazwie Lough Dan.
Delektowałem swoje oczy widokami, które roztaczały się przede mną...
Nieoczekiwanie dla samego siebie, znalazłem trofeum: 
Powoli żegnałem się z Doliną z Jeziorem Guinness'a, którą dzisiaj nazwałem "Doliną Wikingów".
Doszedłem do Technicznego Parku, z cichą nadzieją, że jednak trafię na przebranych w stroje wikingów aktorów, lecz w dniu dzisiejszym nie było mi to dane. Ponownie znad lasku wyłonił się dym świadczący o trwających pracach nad filmem...
Wróciłem na asfaltową drogę i powoli wspinałem się na górę, gdzie zostawiłem samochód, jednocześnie wciąż patrząc na miejsce, w którym byłem kilkanaście minut temu.
Piękno Gór Wicklow, niezmiennie zachwyca mnie od kilku lat. 
Obojętnie, jaka była to pora roku, góry te zawsze wyglądają pięknie...
Nie mogłem oprzeć się pokusie i gdy dotarłem do samochodu, musiałem podjechać do punktu, z którego zazwyczaj spoglądamy na Jezioro Guinness'a.
Zauważyłem, że w "Wiosce Wikingów" pojawili się ludzie pracujący przy produkcji filmu.
Prawdopodobnie wkrótce ekipa filmowa wraz z aktorami przeniesie się właśnie tutaj, aby kontynuować kręcenie scen...
Ostatni rzut oka i niestety powrót do rzeczywistości...
Szkoda, mogłem przegapić takie sceny...
www.wicklowmovies.ie
www.onlocationvacations.com
wwwwicklowmovies.ie

Widok trasy, którą przeszedłem z obrazu satelitarnego:
Wkrótce w tym samym miejscu odbędzie się Wielki Piknik z udziałem miłośników strojów Wikingów. Na datę tej imprezy wyznaczoną dzień 30 sierpnia, między godziną 11.00 a 18.00.
Niestety impreza jeszcze nie jest potwierdzona, gdyż organizatorzy czekają na zgodę odpowiednich władz. Jak na razie na chęć udziału w pikniku wyraziło 2.000 osób.
Więcej informacji znajdziecie na jednej ze stron FB:  Piknik Big Viking


8 komentarzy:

  1. To wspaniale, że udało Ci się zwiedzić teren i z bliska zobaczyć jezioro. Wtedy, na wycieczce wspominałeś, że to bardzo rzadka okazja, nie częściej niż raz czy dwa w roku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej Wojtuś. Tylko raz w roku teren jest otwarty dla zwiedzających. Wiem, że w Czerwcu, ale którego dnia, tego juz niestety nie wiem. Pozdrawiam Cię Wojtku!!!

      Usuń
  2. Ech, rozmarzyłam się...Lubię bardzo te niemalże dziewicze krajobrazy...
    Podobnie jak Ty Piotrze wychodzę z założenia, że trzeba pytać, pytać, pytać. Nikt nam za to głowy nie urwie. Cudna przygoda!
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Ewuniu. Tak jest, bo kto pyta ten nie błądzi... :-) Dziękuję za pozdrowienia! Do zobaczenia na Twoim Blogu!!!

      Usuń
  3. Tez kocham gory Wicklow :) Dublinia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie kochać? Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  4. No gory irlandzkie, nigdy nie zawodza fajne fotki i fajny wpis . Pozdrawiam. Filip

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Filipie. Dziękujemy. Fakt, Góry te chyba nigdy nas nie znudzą. Zbyt wiele do zobaczenia, a każde z tych miejsc w zależności od pór roku, wygląda inaczej. Pozdrawiamy Cię Filipie!!!

      Usuń